Ludzie bardzo często mylą kontrolę z bezpieczeństwem.

Na pierwszy rzut oka brzmi to rozsądnie.

Jeśli wszystko jest dopilnowane, przewidziane i zaplanowane, świat wydaje się bardziej stabilny.

Decyzje są przemyślane.
Ryzyko ograniczone.
Nieprzewidywalność zmniejszona.

Problem polega na tym, że umysł nie odróżnia kontroli od napięcia.

Dla układu nerwowego stałe monitorowanie rzeczywistości oznacza jedno:
czujność.

A czujność to stan mobilizacji.

Ciało pozostaje gotowe do reagowania.

Na początku daje to poczucie skuteczności.
Człowiek czuje, że panuje nad sytuacją.

Z czasem jednak coś zaczyna się zmieniać.

Im więcej rzeczy próbujesz kontrolować, tym więcej rzeczy zaczyna wymagać kontroli.

Lista rzeczy do dopilnowania rośnie.

Pojawia się napięcie, którego trudno już wyjaśnić samą ilością obowiązków.

Bo problem rzadko polega na ilości zadań.

Problem polega na tym, że umysł nauczył się traktować kontrolę jak warunek bezpieczeństwa.

A gdy bezpieczeństwo zaczyna zależeć od kontroli, pojawia się coś bardzo charakterystycznego.

Nie można już przestać kontrolować.

Nawet wtedy, gdy wszystko wygląda dobrze.

Dodaj komentarz